Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy
Feliks Jabłkowski
Romans Ekonomiczny
Oddając do rąk czytelnika książkę autorstwa mojego Ojca - Feliksa Jabłkowskiego czynię to z przekonaniem, że warto zagłębić się w tę lekturę. Pierwsze wydanie książki pt. "Romans ekonomiczny" ukazało się w 1980 r. Podjąłem się wskazania we wstępie na to, co, pomimo upływu czasu, jest
w tej lekturze cenne i aktualne. Dlaczego po 25 latach zdecydowałem się
na wznowienie książki Feliksa Jabłkowskiego, wprowadzając znaczne uzupełnienia? Otworzenie możliwości dla gospodarki rynkowej w Polsce po 1989 r. szybko zaowocowało powstaniem tysięcy prywatnych firm. Niemało pośród nich
było i jest ocenianych krytycznie: a to jako przykład uwłaszczenia nomenklatury,
a to jako rezultat działań w szarej strefie, a to z powodu bezwzględnego żerowania
na pracownikach i partnerach w interesach. Choć to nie całkiem logiczne, temu krytycyzmowi towarzyszy często ślepa fascynacja odniesionymi sukcesami - droga
od łóżka polowego na Stadionie Dziesięciolecia do rezydencji w Konstancinie, że posłużę się powszechnie znanymi symbolami, odbyta przez niektórych w ciągu kilku lat, przemawia do wyobraźni. Tymczasem uważam, że wcześniej lub później po urzeczeniu sukcesem przyjdzie tęsknota za rzetelnością, trwałością i solidnością podejmowanych przedsięwzięć gospodarczych. Jestem przekonany,że w takim właśnie nurcie warto bliżej poznać historię poczynań gospodarczych, trwających dziesiątki lat i kontynuowanych przez kolejne pokolenia. Jeśli jednym z celów właścicieli przedsiębiorstwa jest przekazanie firmy w dobrym stanie w ręce następnego pokolenia, to mniej w niej miejsca na dążenie do szybkich zysków bez oglądania się na okoliczności, na nieliczenie się z opiniami klientów czy pracowników. Firmy, które tego nie dostrzegały, po prostu przestały istnieć. Pełen dziejowych zawieruch wiek XX, a zwłaszcza niesprzyjające prywatnym poczynaniom 45 lat po II Wojnie Światowej sprawiły, że zachowały się tylko nieliczne przedsiębiorstwa, kontynuujące tradycje wcześniej wypracowanej marki. W tym kontekście postrzegać można losy firmy Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy S.A., która w 2004 roku obchodziła 120-lecie powstania. Czytelnik orzeknie, czy zapoznanie się z jej historią będzie interesujące, a także inspirujące dla tych, którzy chcą dążyć do budowania solidnych i trwałych marek prowadzonych przez siebie przedsiębiorstw. Ojciec pisał książkę u schyłku swojego życia (zmarł w 1984 r.), będąc osiemdziesięciolatkiem, nie opuszczającym domu z powodu ciężkiej choroby. W tej sytuacji dostęp do źródeł był bardzo ograniczony. W pewnym stopniu, zwłaszcza w odniesieniu do wydarzeń 1950 r., dawały też o sobie znać ograniczenia cenzuralne. Wydaje się, że mimo to lektura Jego książki może dostarczyć satysfakcji, i to na kilku płaszczyznach. Miłośnik varsavianów znajdzie w niej sporo szczegółów, związanych z historią stolicy i losami mieszczańskiej rodziny. Niemało informacji składa się na praktyczne know-how prowadzenia dużej firmy handlowej. Choć rzadkie w tekście,
dla ekonomisty mogą okazać się interesujące uwagi i opinie dotyczące szerszych aspektów ówczesnego życia gospodarczego. W stosunku do pierwotnej postaci książki, w obecnym wydaniu zostały wprowadzone uzupełnienia dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, oryginalny tekst został uzupełniony materiałami ilustracyjnymi w rozumieniu nie tylko fotografii i materiałów reklamowych, ale także cytatów z Biuletynu Firmowego, ówczesnych czasopism, listów, dokumentów itp., z przekonaniem, że współczesnemu czytelnikowi, który nie pamięta realiów pierwszej połowy XX w., a tym bardziej wcześniejszego okresu, warto koloryt tamtych czasów przybliżyć. Po drugie, podjąłem się dopisania ostatniego rozdziału książki, obejmującego lata 1950-2005. Choć lata te to przede wszystkim długi okres przerwy w działalności gospodarczej firmy (1950-2001), to kilka kwestii wartych było poruszenia. Przy studiowaniu dokumentów i relacji świadków dotyczących Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy ogromne wrażenie zrobił na mnie incydent grabieży w maju 1950 r.: w bardzo krótkim czasie sprawnie i trwale zagrabiony został cały firmowy majątek w sposób, który pozwala sądzić, że procedura takich działań była przez ówczesne władze starannie opracowana i notorycznie praktykowana. Bez ambicji kreślenia historycznego tła, chciałem przedstawić ten incydent jako przypadek ilustrujący tzw. "drugą bitwę o handel", jaką ówcześnie władze wydały prywatnym przedsiębiorstwom. Bitwa została przez władze "wygrana" i przez kilka dziesiątków lat tradycje kupieckie rodziny kontynuował tylko stryj Zbigniew Jabłkowski z żoną, zamieszkali po wojnie w Londynie. Wymagało również wyjaśnienia, dlaczego zainicjowane w 1990 r. i trwające bez przerwy przez 15 lat procesy prawne, zmierzające do odtworzenia firmy Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy i odzyskania przynajmniej części zagrabionego majątku, nie zostały jeszcze z sukcesem zakończone. Kolejny fragment rozdziału kontynuującego historię spisaną przez mojego Ojca poświęciłem zmaganiom firmy z odzyskaną nieruchomością przy ul Chmielnej 21;
choć nikt z obecnego zarządu Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy nie miał doświadczeń kamienicznika, to z tej przygody wyszliśmy z zachęcającymi rezultatami.
W ostatniej części rozdziału jest mowa o swego rodzaju zamknięciu historii minionych 120 lat, w postaci imprez i różnych inicjatyw związanych z tą rocznicą, a także o zamiarach na przyszłość. Długa historia firmy i potrzeba rocznicowej refleksji skłaniają do szukania odpowiedzi na pytanie, co w tej historii było najważniejsze? Co decydowało o tożsamości Spółki? Jakie jest przesłanie dla kontynuatorów jej tradycji? Historię firmy można postrzegać jako kolejne fazy wzrastania - od maleńkiego sklepiku w suterenie przy ul. Widok (1884), poprzez kolejne, coraz większe lokale rodzinnej spółki, która okrzepła w okazałym kilkupiętrowym budynku przy ul. Brackiej 23 (1900). Budowa przy ul. Brackiej 25 nowego, siedmiokondygnacyjnego gmachu Domu Towarowego
(1914), który utrwalił pozycję największego domu handlowego w kraju, utworzenie Domu Towarowego w Wilnie (1919, szybkie powojenne odrodzenie (1945) - to świadectwa rozwoju i powodzenia. Ale historię tę można też rozpatrywać z perspektywy przeszkód, potknięć i mozolnego wychodzenia z opresji. Oto inauguracja Domu Towarowego przy Brackiej 25 zbiegła się z wybuchem I Wojny Światowej i handel wysyłkowy, stanowiący przedtem 50% obrotu Spółki, zamarł zupełnie. Oto inwestycja
w świetnie zapowiadający się handel z Rosją, jaką był Wileński Dom Towarowy, straciła sens po ustaleniu i zamknięciu granicy wschodniej (1921). Oto galopująca po wojnie inflacja zaowocowała kilkuletnimi stratami , niewypłacalnością i postępowaniem układowym z wierzycielami (1926). Oto światowy kryzys gospodarczy i dramatyczny spadek cen (1930-1934) zmusiły do wyprzedaży majątku ruchomego, redukcji personelu i ograniczenia działalności. Gotowe plany rozbudowy Domu Towarowego w Warszawie po przezwyciężeniu kryzysu (1939) nie doszły oczywiście do skutku. Okupanci zamknęli firmę, a następnie zezwolili na działanie w bardzo ograniczonym zakresie. W powstaniu gmach został wypalony, a wszelki majątek ruchomy przepadł. Kolejne zarządzenia władz komunistycznych po wojnie (1948) dławiły wolny handel,
a gdy okazały się w stosunku do Spółki niewystarczające, bezpieka osadziła zarząd na Rakowieckiej, a majątek całkowicie rozgrabiono (1950) z przekonaniem, że to koniec bytu przedsiębiorstwa. Co zatem określiło historię firmy? Nie marsz od sukcesu do sukcesu, tylko mozolne podnoszenie się po potknięciach i porażkach. Nie kontentowanie się zdobytą pozycją, tylko budowanie nowych przyczółków. Nie wykorzystywanie ludzi dla potrzeb firmy tylko podporządkowanie reguł działania potrzebom i oczekiwaniom ludzi: klientów, pracowników, akcjonariuszy. Być może to właśnie stałe zmaganie się z kłopotami, trwanie mimo potknięć i zagrożeń, czyni los firmy typowym dla warunków polskich i warszawskich? Może dzięki tej typowości wydaje się on warszawiakom bliższy i bardziej swojski? Tak próbuję sobie wytłumaczyć to, co w ciągu ostatnich 15 lat starań o reaktywację firmy było dla mnie najprzyjemniejsze: ciągle utrzymująca się rozpoznawalność marki i często objawiana spontaniczna życzliwość wobec formalnie nieistniejącego przez pół wieku przedsiębiorstwa. "To pan jest synem Braci Jabłkowskich?" - upewnia się urzędniczka w magistracie przeczytawszy złożone dokumenty i sprawa jest załatwiana z mniejszą niż zwyczajowa zwłoką. Wyższy urzędnik (wcześniej mi nieznany) niegdysiejszego Ministerstwa Budownictwa, po wydaniu oczekiwanej przez nas decyzji, wyszedł do mnie na korytarz i zaczął wspominać: babcia, żyjąca przed I Wojną Światową w majątku pod Sanokiem chętniej wybierała się na eleganckie zakupy do Braci Jabłkowskich niż do Wiednia, mimo że odległość była podobna, a do Warszawy trzeba było pokonać granicę. Powstałe w 1992 r. Prywatne Liceum Kupieckie w Warszawie przyjęło imię Braci Jabłkowskich, bo "to legenda Warszawy uosabiająca etos polskiego kupiectwa" (cytuję z ulotki promującej to znakomite liceum). Kiedy tłumaczyłem taksówkarzowi (2005 r.!) gdzie chcę dojechać - tam gdzie Zgody łączy się z Bracką - potwierdził po swojemu "znaczy, pod Braci Jabłkowskich". 56% przechodniów, ankietowanych w Śródmieściu w 2004 r. rozpoznawało markę Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy. Niemal wszyscy spośród żyjących jeszcze byłych pracowników firmowych utrzymują kontakt między sobą i starają się wspierać obecne pokolenie w staraniach o odzyskanie Domu. Podobne przykłady można mnożyć. Usiłując objaśnić to zjawisko i pamiętając, że dotyczy ono nie tylko osób starszych, które można podejrzewać o sentymenty po prostu, byłbym skłonny postawić tezę, że przejawia się w ten sposób potrzeba poszukiwania tożsamości miasta okrutnie potraktowanego przez historię, kiedy to zniszczeniu uległy nie tylko budynki, ulice, pomniki, ale zniknęły także dawne nazwy, firmy czy lokalne tradycje. Na pewno elementem takiej tożsamości jest nie tylko pomnik czy plac, ale i pamięć codziennego życia, a w niej pamięć firm takich jak Blikle, Wedel, Bazarnik czy Bracia Jabłkowscy. Grupa osób szczególnie firmie przychylnych utworzyła w 2004 r. Stowarzyszenie Przyjaciół Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy. To ich staraniem obchody 120-lecia zyskały znaczny rozmach, przygotowane zostało okolicznościowe wydawnictwo, a w podwórku kamienicy przy ul Chmielnej 21 działa Galeria Jabłkowskich, proponując co miesiąc nową wystawę. Członkom Stowarzyszenia, a zwłaszcza p. Monice Sajkowskiej, która wzięła na siebie ciężar opracowania materiałów ilustracyjnych do tej książki, składam tą drogą serdeczne podziękowanie. Dziękuję również adw. Jerzemu Naumannowi za pomoc w opisaniu zmagań prawnych ostatnich lat, Ewie Mackiewicz
(z d. Jabłkowskiej) m.in. Za zebranie relacji żyjących pracowników firmy, zaś innym członkom rodziny Jabłkowskich, zwłaszcza Tomaszowi i Hani, za przeszukanie domowych archiwów.

Z prespektywy czasu
Jan Jabłkowski